Irlandzkie diakońskie zmagania


fot. M. WielińskaOstatnie dwa tygodnie w Kościele w Irlandii dość głośno było o sytuacji w jednej z mniejszych diecezji na zachodzie wyspy. Biskup Kieran O'Reilly niedawno zapowiedział rozpoczęcie programu umożliwiającego nabór kandydatów, do diakonatu stałego. Nie jest to jakaś szczególna sensacja, jeśli chodzi o tutejszy Kościół. Niektóre diecezje już dawno takowy program wprowadziły i mają wyświęconych diakonów stałych. Nie wszystkie jednak idą “równym tempem”, jeśli chodzi o ten proces.

List ogłaszający wprowadzenie diakonatu stałego, spotkał się ze sprzeciwem niektórych środowisk świeckich, które uznały tę decyzję jako wykluczającą, ponieważ diakonat adresowany jest tylko do mężczyzn. Środowiska te, wyrażając sprzeciw uznają, że dużo bardziej odpowiednie jest coraz większe angażowanie osób świeckich do różnorodnych posług. Można odnieść wrażenie, iż osoby protestujące mają zaburzone rozumienie diakonatu, jako szególnej roli dla świeckiego mężczyzny, który "będzie mógł robić więcej" niż inni świeccy kobiety i mężczyźni a to stoi w sprzeczności swoiście rozumianym Kościołem, który ma być inkluzywny.

Sprawa nabrzmiała na tyle, że biskup zdecydował się zawiesić na czas nieokreślony wprowadzenie diakonatu stałego do życia diecezji.

Ktoś mający zdrowe rozumienie natury Kościoła oraz różnorodnych posług mógłby przecierać oczy ze zdumienia. Jednak osoby świadomej sytuacji Kościoła w Irlandii, który ogólnie rzecz biorąc jest w “doktrynalnej rozsypce”, takie zachowanie nie dziwi. Owe bowiem, ożywienie laikatu w Irlandii (choć ona akurat nie jest odosobniona pośród innych Kościołów lokalnych), rozumie się jako coraz większą klerykalizację ludzi świeckich. Rozumienie różnorodnych powołań i ról, jest coraz bardziej zacierane, stąd też nie należy dziwić się ogromnym kryzysem powołań do kapłaństwa i jeszcze większym do życia zakonnego.

Oczywiście osobną kwestią w temacie diakonatu stałego jest to, że czasem może on być traktowany jako “lekarstwo” na kryzys powołań, bo z praktycznego punktu widzenia, diakon poza celebracją Eucharystii, Spowiedzi i Namaszczenia Chorych, może stać się takim substytutem prezbitera. Nie taka jest jednak jego rola i powołanie (ta teologia  diakonatu stałego w Kościele ma wciąż dużo do wypracowania, moim zdaniem).

Uważam mimo wszystko tę decyzję biskupa (osobiście mi znanego) za błędną. Kreuje ona fałszywe oblicze Kościoła, w którym można próbować przeforsowywać swoje i “osiągnąć sukces”: w tym przypadku okupiony ceną fałszywego poczucia spokoju we wspólnocie. Decyzja o rezygnacji z wprowadzenia programu dla diakonatu stałego u osób protestujących i tych, na które mają one wpływ, może ugruntowywać poczucie właściwej wizji "Kościoła słuchającego", o której w tym przypadku nie ma mowy.

 

fot. M. Wielińska