Inżynieria kościelnych rzeczywistości


Ta mała refleksja miała powstać już dawno, choć wpisuje się też jakoś w ostatnie wydarzenia rzymskie, w jakimś stopniu.
Jest niekiedy takie pragnienie w stosunku do życia Kościoła, na różnych odcinkach: czy to diecezji, czy to zakonu bądź jego prowincji i poszczególnych osób aby życie żywej wspólnoty "zaplanować". A to lansując odpowiednią osobę na odpowiednie stanowisko, a to wybierając komuś rolę , którą ma wypełnić, a to publikując takie czy inne dokumenty. Oczywiście, takie decyzje mogą być powodowane subiektywnym przekonaniem o słuszności a nawet Bożej pomocy w konkretnej sprawie. 

Niekiedy jednak sytuacja przybiera inny od planowanego obrotu. Plany się nie realizują, inżynieria kościelnej rzeczywistości nie dochodzi do skutku. A to dlatego, że jak mówił jeden moich współbraci, Duch Święty niekiedy daje "pstyczka" w postaci różnorodnej pochodzącej nie z ludzkiego przewidywania, choć w większości są to drogi naturalne a nie spektakularnie nadprzyrodzone. Doświadczyłem tego i w swoim życiu zakonnym, obserwuje to w Kościele szeroko pojętym i tym bardziej bliskim mnie 
Kościół to tajemnica więzi z Chrystusem. Nie jest nasz, abyśmy go sobie ułożyli podług naszych upodobań. Chrystus zawsze się o swoją miłość Wybranej upomni. 
"Zazdrosna miłość Pana Zastępów tego dokona" Iz 9,2