Pociągające piękno - rzecz o przeoracie Silverstream


Przed wejściem do przeoratuW naszej kościelnej rzeczywistości funkcjonuje wiele stereotypów na temat różnych grup i środowisk. Najgorzej dla nas jeśli swoją wiedzę i wrażenia o owych środowiskach czerpiemy z jednostkowych wrażeń. O takie wrażenia łatwo szczególnie w przestrzeni internetowej, szczególnie sieci społecznościowej. Jedno ze słów które w środowiskach katolickich wywołuje dość ambiwalentne odczucia jest tzw. tradycjonalizm. Na słowo "tradycjonalista" wielu osobom przychodzić mogą najgorsze skojarzenia: człowiek zakompleksiony, pełen agresji, w którym "nie ma miłości", uporczywie zamknięty w przeszłości, któremu brakuje umiejętności odnalezienia się we współczesnym nurcie Kościoła itp. Obraz taki rzeczywiście może istnieć wśród niektórych osób, jeśli swój jedyny kontakt czerpią z "szarpanych" rozmów np.. na Facebooku, czy pobieżnej lektury blogów osób utożsamiających się właśnie ze środowiskiem tradycyjnym.  

Chcę opisać miejsce, związane z tradycyjną liturgią, które owym schematom się wymyka. Na pewno nie jest ono jedyne na świecie, ale niech podzielenie się wrażeniami z nim związanymi będzie inspiracją do szerszego spojrzenia na zjawisko tzw. tradycjonalizmu.  Będę mówił o przeoracie benedyktyńskim Silverstream, miejscu położonym na terenach wiejskich kilkadziesiąt kilometrów na północ od Dublina. Same szczegóły związane z powstaniem przeoratu, duchowością itd. będzie można odnaleźć w rozmowie z przeorem, którą linkuję na końcu tekstu, oszczędzę więc Czytelnikowi w tym felietonie tych informacji a skupię się na osobistych wrażeniach. 

 

kawa na furcie, pies ma na imię Hilda ;)

Informacja o tym, że w hrabstwie Meath powstaje nowa wspólnota monastyczna, dotarła do mnie gdzieś na przełomie 2012/2013 roku. Brzmiało to nieco sensacyjnie: oto przybyła z USA mała grupa benedyktynów do wymierającego klasztoru wizytek i chce rozpoczynać nowe życie zakonne a swoim sposobie życia pielęgnuje tradycyjną "trydencką" liturgię. W przeciągu roku kilka razy czytałem to co przeor pisał u siebie na stronie, a jest dość aktywnym internautą (dzięki temu wieść o Silverstream niesie się daleko). Z jednymi rzeczami się zgadzałem, z innymi niekoniecznie. Ale było we mnie pragnienie aby tam się udać i osobiście poznać tę sytuację. Stosowna okazja nadeszła rok później, kiedy pojechałem odebrać jednego ze znajomych ze środowiska Christianitas, który przebywał tam z krótką wizytą.  Był to styczeń bieżącego roku.

 

Na miejscu spotkałem grupkę mnichów, maleńką, bo poza przeorem było wtedy w klasztorze tylko 3 młodych zakonników w procesie formacji. Ojciec Mark od razu zrobił na mnie wrażenie człowieka bardzo głęboko przepełnionego Bożą miłością.

zdezelowany kościółRozmawialiśmy trochę o sytuacji Kościoła w Irlandii: o kapłaństwie, liturgii - i dotykając tematów trudnych widziałem jak mówił z sercem, które boleje: nie oskarża, nie jest agresywne, ale które jest współcierpiące.

Jeden z młodych zakonników oprowadził nas po klasztorze. Wciąż należy on prawnie do sióstr wizytek. A mnisi zbierają pieniądze aby je od nich odkupić. Komplekst budynków jest w większości mocno zdezelowany. Tylko kilka jego sektorów nadaje się do życia, ale powoli, z trudem wszystko rośnie, choć wciąż jest w etapie "powijaków". Kiedy zaprowadzono nas do zrujnowanego kościoła, który w przyszłości ma być ich zakonnym miejscem kultu liturgii i oficjum, młody mnich z pasją opowiadał nam jak to wszystko będzie wyglądać: ołtarz, mozaiki, miejsce do sprawowania liturgii. Tu same gołe ściany, wszystko zdezelowane, a on już to wszystko widział! Kiedy tak chodziłem wraz z nim, przypomniało mi to historię mojego Zgromadzenia, kiedy to św. Arnold Janssen kupił starą zdezelowaną karczmę w wiosce przy granicy z Holandią chcąc założyć miejsce, skąd będą wyruszali misjonarze w świat. W tamtym czasie niektórzy myśleli, że chyba jest niespełna rozumu. Miał on jednak ogromną miłość do Trójcy Przenajświętszej, wiarę i gorliwość o zbawienie dusz. Myślę, że podobne cechy ma ojciec Mark. 

 

z o.Kirby

Wczoraj miałem okazję wrócić do Sileverstram i sprawować tam Mszę Świętą, w kaplicy dla gości. Kiedy byłem tam ostatnim razem w styczniu, młody zakonnik ukazywał nam dopiero miejsce i opisywał wszystko "jak to kiedyś będzie". Zainteresowaniem przeoratem w Irlandii jest coraz większe. Ciekawym jest fakt, że to jedyny klasztor w Irlandii, gdzie zgłaszają się kandydaci i to nie są pojedyncze przypadki.  

Myślę, że przeorat jest pewnym promykiem nadziei, choć ze względu na swoje przywiązanie do liturgii tradycyjnej przez niektórych tutejszych katolików może zostać potraktowany jedynie jako pewna forma niezdrowego sentymentalizmu. Ja na pewno będę tam regularnym gościem, przybywając nieco odnowić swoje siły ale także obcować w nieco innej przestrzeni rozumienia liturgii, mając wciąż w pamięci słowa Benedykta XVI: "To, co dla poprzednich pokoleń było święte, również dla nas pozostaje święte i wielkie, i nie może być nagle całkowicie zabronione albo uznane za szkodliwe".

Mam wewnętrzne przekonanie, że kolejne lata przyniosą rozwój tej fundacji, pokazując, że dobre drzewo - wydaje dobre owoce. 

Zapraszam też do przeczytania obszernego wywiadu z Dom Markiem Kirby, który ukazał się na łamach Christianitas kilka miesięcy temu:  Dura et aspera. Rozmowa z Markiem Kirbym

 

 

obecna kaplica

obecne miejsce sprawowania liturgii i oficum dla wspólnoty

 

  Kaplica dla gości, ku czci aniołów,jest prawie gotowa.

Brakuje jeszcze tylko dwóch ikon na ścianach