Zachmurzenie nad pontyfikatem


Biskupi rozjeżdżają się do domu, wraz z nimi dziennikarze. Synod 2014 powoli przechodzi do przeszłości, powoli opada kurz emocji. Czy rzeczywiście wszystko powoli wróci do normy? Nie, tak łatwo na pewno nie będzie. Mimo, że media znajdą sobie inny temat, którym będą żyły. Czy tak samo stanie się z wiernymi? Wydaje mi się, że nie. 

Wydarzenie, które miało miejsce równo tydzień temu, z wypuszczeniem relatio na długo zostanie w sumieniach wielu:dla  jednych będzie "raną" a dla innych "promykiem nadziei", choć jeszcze nie spełnionej. Jako, że nie należę do tych, dla których wydarzenia zeszłotygodniowe były promykiem nadziei, będę pisał bardziej o tej drugiej grupie ludzi. Nim jednak to zrobię, dokonajmy podróży w czasie i przypomnijmy sobie jak to wszystko się zaczęło.

Śledziłem wydarzenia synodalne od samego początku, to znaczy, od ogłoszenia że taki synod będzie miał miejsce. Już wtedy pierwsi hierarchowie, wyraźnie zaznaczali, czego by chcieli od synodu. Komunia święta dla osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, to był temat nr 1 (nie za bardzo umiem sobie przypomnieć czy był jakiś temat nr 2 wtedy). Jesień ubiegłego roku, to słynna "ankieta Franciszka", która niekiedy w narracji medialnej została przedstawiona w tonie następującym: papież pyta się wiernych, co w katolickiej nauce jest już zdezaktualizowane i nierealne - bo musimy to usprawnić, "by żyło się lepiej".

Nadchodzi konsystorz w lutym 2014 roku i na scenie pojawia się kardynał Kasper ze swoim wykładem o komunii świętej dla rozwiedzionych. Papież Franciszek jest zachwycony tym tekstem, wraca do niego wieczorem po wygłoszeniu i czyta go sobie przed snem, mówiąc nazajutrz, że to przykład teologii wielkiego formatu. Szybko po zakończeniu konsystorza, uczeni zajmujący się patrologią szybko wypunktowują nadinterpretacje kard. Kaspera w powoływaniu się na Ojców Kościoła, w jego wykładzie. Papież ich nie dostrzegł, ale przecież nie każdy papież musi być patrologiem, choć wydaje się, że ów zachwyt mógł być przedwczesny.   

Miesiące mijają, kard. Kasper rozpoczyna swoją kampanię, często jest w mediach katolickich, lobbuje swoją wizję. Staje się "głosem papieża", a głos ów apogeum osiąga, kiedy kard. Kasper mówi, że papież jest poirytowany, że ktoś, tuż przed synodem ośmiela się publikować książkę krytykującą, trzeba by tu w takim razie powiedzieć, już nie jego (Kaspera) a ich wspólną koncepcję. Jakkolwiek, nikt poza kard. Kasperem nie umie potwierdzić, że rzeczywiście papież był poirytowany (kard. Pell pytany o to, żartobliwie odpowiedział, że bardzo często widzi papieża, bo jest jego bliskim współpracownikiem, ale jeszcze nie widział go poirytowanego). 

Synod nadchodzi wielkimi krokami, tuż przed, dowiadujemy się, że wypowiedzi ojców synodalnych będą utajnione (na poprzednim synod o Nowej Ewangelizacji, wszystkie wystąpienia były drukowane w L'Osservatore Romano). Na rozpoczęcie synodu, papież przywołuje list od jednego z kardynałów, który napisał, że w lutym niektórzy kardynałowie bali się zabrać głos, bo myśleli, że to się papieżowi nie spodoba (papież sam powiedział w lutym co mu się podobało, więc można przypuszczać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że byli to przeciwnicy "opcji Kaspera"). Obrady trwają, newsy z synodu są różnorodne: zależy gdzie ucho przyłożyć, takie dostajemy akcenty.

Publikowane jest w końcu relatio, o którym kard.Napier powiedział na konferencji prasowej, że ono najpierw trafiło do mediów a potem do biskupów. Papież, to ratio przeczytał zanim zgodził się na opublikowanie (tak twierdzi jeden z amerykańskich katolickich działaczy będących w Rzymie, powołując się na sobie znane źródło).  Dokument wywołuje ogromne poruszenie, zawiera bardzo niejasny język, i stwierdzenia dalekie od prawdy. Mówiąc w jednym punkcie np. że ojcowie synodalni doszli do wspólnego wniosku w jakiejś kwestii, co kard.Napier zdementował. Oczywiście największa "bomba" tego dokumentu to nie tylko kwestia wspomnianej Komunii Świętej, ale paragraf o homoseksualistach, autorstwa abp. Bruno Forte. Pytał on, w tłumaczeniu na język angielski, czy jako parafie umiemy dowartościować to co wypływa z homoseksualnej orientacji. Pytany o to na konferencji prasowej, co unikalnego wypływa z homoseksualnej orientacji, co może służyć wspólnocie, biskup Forte nie umiał odpowiedzieć na to pytanie. Podsumował tylko że powinniśmy wszystkich obdarzać szacunkiem. Kilka dni później dowiadujemy się, że to złe tłumaczenie na angielski.  Biskup Forte jednak, jako Włoch władający też angielskim, kiedy zadano mu to pytanie,  nic nie wspominał, że jest tu kwestia złego tłumaczenia. Odpowiadał na pytanie tak jakby właśnie dobrze przetłumaczono ten tekst (pytanie zdano mu po angielsku).

Nadchodzi 16 października i grupy językowe (na czele których stoi wielu "konserwatywnych" hierarchów wybranych w głosowaniu wśród ojców synodalnych) przedstawiają swoje odpowiedzi na relatio. Odpowiedzi, którą chciano utajnić, ale nie zgodził się na to Ojciec Święty. Ostatecznie dokument końcowy zbudowany na relatio jest ulepszony i w większości przechodzi głosowanie a papież wygłasza mowę końcową, gdzie pokazuje jakie były pokusy na synodzie (czy ktoś im uległ, tego papież nie powiedział), po równo wykazał pokusy intelektualistów i tradycjonalistów oraz progresistów, konkludując słowami, żę mamy rok aby dojrzeć do kolejnego synodu.

To historia synodalna w skrócie.

Jakie wrażenia ta historia zostawiła w sercach wielu wiernych? Wydaje mi się, że zostawiła poczucie wielkiej niestabilności. Nie tylko zresztą w sercach wiernych świeckich, reakcje w różnych częściach katolickiego świata wyrażały swój niepokój, wskazując także na papieża Franciszka jako tego, który na taki obrót spraw przyzwolił. Najbardziej otwartym głosem tego niepokoju były słowa kard. Burke, który powiedział, że papież szkodzi Kościołowi nie ujawniając jakie on ma zdanie w omawianych, kontrowersyjnych kwestiach. 

Synod, ma swoją rolę i nie jest ciałem prawnym wszechmogącym. Choć tak oczywiście medialnie można to przedstawić, że biskupi się zjadą i co sobie chcą to sobie zmienić mogą. Wydaje się, że w tym czasie zamieszania, część wiernych oczekiwała, że papież Franciszek będzie tym, który powstanie  i "będzie umacniał braci w wierze". Bo kwestie które poruszono nie mają charakteru, drugoplanowego, jak to się próbuje przedstawiać ale ich konsekwencje sięgają wielu istotnych kwestii katolickiego etosu.  Czy część wiernych poczuła się zawiedziona? Myślę że tak, myślę również, że zaufanie do osoby papieża zostało nadszarpnięte i nie wyleczą tego uśmiechnięte zdjęcia z audiencji generalnych gdzie papież przymierza kolorowe kapelusze i koszulki.

Oczywiście, ten wpis nie jest wpisem, który próbuje papieża oskarżać. To on zwołuje synod, i kieruje jego pracami tak jak uważa za stosowne. Czy jednak papież zdaje sobie sprawę z konsekwencji jakie rodzą się w sercach wiernych: być może tak, być może nie. W swojej mowie na koniec nic o wiernych śledzących obrady synodu nie wspomniał. Na pewno jednak dla części wiernych nad percepcją obecnego pontyfikatu przeszły chmury. Czy już świeci słońce? Każdy według własnego sumienia musi sobie odpowiedzieć. Moja rada jest taka, aby tej odpowiedzi szukać i oświecenia sumienia szukuać, w jedności z Kościołem, którego Duch Święty prowadzić nie przestaje, nawet jeśli przechodzi przez takie trudne wydarzenia, jakim, w moim przekonaniu był synod.